Służebni lubelscy z roku 1590...
- Tomasz Łomnicki

- 6 dni temu
- 7 minut(y) czytania
Lublin to piękne miasto. Dla części ludzi to stolica regionu, a dla jeszcze większej - dalsze przedmieście Warszawy. Co by nie mówić o stolicy Cebularza jest to miasto o bardzo ciekawej historii, które związane jest z ważnymi wydarzeniami (Unia Lubelska, mówi to Państu coś?). Cieszy zatem możliwość zaprezentowania części historii materialnej związanej z wystawieniem przez niego "służebnych" - oddziału wojskowego na potrzeby XVII wiecznych wojen Rzeczypospolitej.

Podczas ostatniego spotkania stowarzyszenia Pospolite Ruszenie rozmawiałem z naszym nowym wiceprezesem Dominikiem (autorem stronki Brokułowa Pracownia). Zwrócił mi uwagę na to, że tez zainteresował sie konceptem jak najwierniejszego odwzorowania sylwetki w oparciu o źródła. Tak jak ja próbowałem to zrobić z hajdukami nowosądeckimi on stwierdził, że być może da się z lubelskimi, bo to jego okolice.
Udało mu się natrafić na artykuł oraz dokumenty z archiwum z Lublina (rejestr wydatków). Byłem pod wielkim wrażeniem podejścia Dominika, bo to wcale nie oczywista droga dla osoby, która nie jest z wykształcenia historykiem. Postanowiłem mu pomóc na tyle, na ile moje kaprawe oczęta sa w stanie jeszcze czytać archiwalne dokumenty.
Zaczałem wertować spis i jakie było moje zdziwienie gdy zobaczyłem zapiski z 1590 roku i jak dokładne one były! Naprawdę!
Po rozmowie z Dominikiem postanowiliśmy udostepnić to dalej w myśl zasady, że nie ma co kisic wiedzy i źródeł. Mam nadzieję, że wszyscy na tym skorzystamy, a innych zachęcimy do tego samego - sięgania jak najbardziej pierwotnych źródeł.
Źródło
Na samym poczatek czym jest nasze źródło. Są to dokumenty zawierające rejestr wydatków miasta Lublina, czyli "Regestrum omnium et singulorum expositorum ex omnibus generaliter proventibus civitati Lublinensi undequaque provenientibus", które są dostępne w ramach Akt miasta Lublina przechowywanych przez Archiwum Państwowe w Lublinie, sygnatura zespołu to: 35/22/0/2.5.3/299 i zawiera dokumenty z lat 1599-1611. Całość jest dostępna w formie zdgitilaizowanej na portalu Szukaj w Archiwach.
Dla porządku jeszcze raz przywołam całość źródła:
Skany "Regestrum omnium et singulorum expositorum ex omnibus generaliter proventibus civitati Lublinensi undequaque provenientibus"
I cóż my tam mamy? Ano w roku 1590 pojawia się nam wypis: "Expensa pro expeditione..." czyli rejestr wydatków jakie poniosło miasto Lublin na przygotowanie i dostarczenie swoich pachołków, zwanych tutaj służebnymi, na wyprawe wojenną.
Co możemy wynieść z tego rachunku? Bardzo duzo! To jak była odziana piechota, w co wyposażona, jak wyglądały wozy, którymi jechali, ile brano prowiantu i ile to wszystko kosztowało.
Całego dokumentu tutaj nie opracuję. Macie zresztą doń link więc jakiś historyk może się tym zajmie. Ja natomiast skupię się na części, która najbardziej mnie ciekawi. A zatem - zaczynamy. Na pierwszy - nomen omen - strzał pójdzie broń palna oraz boczna.
Broń palna

Zacznijmy zatem od broni palnej. Rachunek wskazuje nam, że "służebnym" zakupiono 12 półhaków ("pułhakow"). Tutaj ważna rzecz, że nie oznacza to pistoletów, jak ludzie często sądza, ale właśnie może to być broń palna w typie arkebuza.
Kolejny punkt mówi o dokupieniu do nich 12 knotów ("knothow") co wskazuje nam na to, że mamy oczywiście do czynienia z bronią lontową.
Oczywiście jak na broń czarnoprochową dołączono do niej odpowiednią ilość prochownic ("prochownicz"), które tak samo jak i półhaki otrzymały rzemienie aby móc je wygodnie mieć zawieszone. To naprawdę ciekawa sprawa, że tak dokładnie na to zwrocono uwagę.
Przysłowie mówie, że człowiek strzela, a Pan Bóg kule nosi, ale... gdzie je wcześniej przechowywać? Ano w ładownicy! I owszem mamy osobny fragment mówiący o tym:

A zatem lublinianie otrzymali 12 ładunków ("ładunkoph"), które zostały oprawione przez miechownika. W jakiej to było formie - ciężko stwierdzić, ale były pokryte skórą. O miechownikach pisze Gloger w swej Encyklopedii Staropolskiej: "Miechownik albo kaletnik zwał się rzemieślnik, wyrabiający: mieszki, kalety, trzosy, ładownice skórzane, rękawice i torby myśliwskie, pasy i paski skórzane, łosiowe do bandoletów, obicia skórzane krzeseł i t. p."
Broń biała
Jeżeli chodzi o broń białą to tutaj także may standard z epoki czyli szable, które - jak sama nazwa wskazuje - wykonał miecznik ;)

Ciekawym jest fragment mówiący o tym, że zostały one "nawiązane" przez rymarza ("rimarza"). Interpretuję to po prostu, że dostarczył do nich proste rapcie.
Czymże byłby jednak piechur bez kolejnego charakterystycznego elementu jakim jest czekanik/toporek? I o tym nie zapomniano! Jasno na białym stoi w rachunku, że każdy z 12 służebnych otrzymał po siekierce (plwając w twarz archeologom i ich podziałowi na siekiery, topory, siekierki, czekany i inne głupoty):

Co ciekawe oprócz tych małych siekierek na wyposażeniu całej ekipy było jeszcze: 16 siekier wielkich, a także 16 motyk i 16 rydli. Znaczy do prac inżynieryjnych. Sami inżynierowie w tym Lublinie, drodzy państwo.
Odzienie
Wiedząc już czego używano do robienia krzywdy bliźniemu zastanówmy się co też ówi wybrańcy mieli na sobie. Tutaj tez będzie ciekawie. Zacznijmy od góry czyli nakrycia łba!

A zatem... Magierki, a jakże! Ale co jeszcze ciekawe do owych magierek domówiono 12 żurawich ("żorawiech") piórek. Bardzo fajny szczegół.
Jeżeli chodzi o barwę to wiemy, że była ona w ukochanym kolorze piechoty czyli błękitnym.

Jak widać zamówiono w tym celu 101 łokci ("łokiecz") sukna łuńskiego ("lunskiego"). Przyjmując, że łokiec staropolski to 59,6 cm, a było ich 101 łokci na 12 pachołków, to wychodzi nam po 5 metrów na osobę. Da się z tego uszyć bez problemu żupan i delię. Możliwe, że była to większa miara, bo z pozostałych ścinek zrobiono także ciekawy użytek... Ale o tym za chwilę.
Tak czy siak wiemy, że właśnie i żupany i delie powstały dla naszych służebnych:

Ba, zwrócowno też uwagę, że dla delii nabyto 8 tuzinów ("thuzinow") guzów czerwonych. Daje nam to właśnie po 8 guzów na ubranie, nie za gęsto ale poprawnie.

Czy takiej barwy były także szamerunki (jezeli w ogóle były?). Nie wiemy, tak samo jak wygladały zapięcia w żupanach oraz podszewka tak u nich jak i w deliach
Jak widać powyższy wypis mówi, że oprócz tego uszyto 12 ubrań i 12 "kapczy". O tym drugim zaraz, bo to ciekawa sprawa i interpretacja. Natomiast czym jest ubranie w ilości 12 sztuk?
Otóż w XVI i XVII wieku ubraniem nazywano między innymi... Spodnie :) Zwraca na to uwagę Sergiej Szamenkow w swojej książce i mamy też w księdze krawieckiej z Poznania tak właśnie podpisanie spodnie.
No dobrze, ale skoro uszyto 12 ubrań to z czego? Otóż na to wzięto osobny postaw sukna morawskiego w kolorze czerwonym:
Co ciekawe zanotowano, że do tych ubrań domówiono dodatkowo 12 sznurków do wiązania. Urocze. :)
Pamiętacie jak wspominałem o ścinkach sukna, które zostało po szyciu żupanów i delii? Tutaj wchodzi recykling na najwyższym poziomie. Zobaczcie:

Otóż z pozostałych ścinek sukna ("zkraiek lunskich") krawcy wykonali 12 olster (SIC!) do półhaków. Coś pięknego! Nie wiemy czy to były pokrowce na całą długośc broni, czy tylko olstro, które właśnie chroniło zamek, ale sam fakt użycia ścinek po szyciu barwy jest niesamowicie ciekawy.
Dobrze, ale po drodze pojawiły się nam jeszcze jakieś dziwne "Kapcze" oraz powyżej przy tych olstrach mamy "szablatov". O co chodzi? Jedziemy z tematem, ale najpierw wypis z czego to uszyto.

Wiemy już, że 10 łokci sukna żółtego przeznaczono na "kapcze" oraz na "szablaturi".
Kapcze? Można by myślec, że to moze cos jak kapota, ale nie - 10 łokci sukna by nie starczyło dla 12 pachołków i jeszcze na jakiś dodatkowy sprzęt. Co to zatem? Otóz... Byc moze były to XVII wieczne skarpetki/nogawiczki/butki hajduckie z sukna. Idąc na Ireną Turnau i jej Słownikiem ubiorów:
"Kapcie (kapce) – 1) w XVI w. skarpetki, pończochy; 2) później obuwie domowe; 3) buty filcowe z cholewami.
Kapcia (kapeć) [tur. kapsak – materiał do owijania nóg, węg. kapca] – 1) miękkie obuwie, przypuszczalnie rodzaj skarpet lub onu cy, także buty filcowe; 2) podwyższona część baczmagów sięgająca ponad kolano; 3) zimowe obuwie chłopskie z jednostronnie wyprawionej skóry."
Mamy zachowane wykroje na takie hajduckie skarpety ale sa one w XVIII wieku:

Co ciekawe "kapce" jako sukienne skarpety sa znane w górach, tutaj przykład górali łąckich:

A tutaj jeszcze macie po lewej wykrój niby turekcich skarpet z francuskiego podręcznika ` XVII wieku (i jak się je składa, tzn wykrój) a po prawej ludowe, dzieło Rafała z Projektu Chłop.

Dobrze, dalej jednak mamy jakies dziwne "szablatuv" uszytych. I to jest fikołek. Ale może ciekawy. Otóż w XVI wieku istnieje takie słowo jak "Szablat" (potwierdza to nawet Słownik staropolszczyzny XVI wiecznej), a Aleksander Bruckner notuje:
"W 16. wieku szablat,‘schowek’: »(mieć) w szablacie krzesiwo« (?)."
Być może chodzi tutaj o jakąs prosta sukienną torbę/sakwę na właśnie podstawowe przedmioty. Coś co czasem widac na przedstawieniach piechoty i ma dziwnie nie skórzany kolor.
Czy tak jest na pewno? Czy mam 100% pewności jeżei chodzi o "kapcze" i "szablat"? Nie, ale to jest moja interpretacja, którą uwżam za jak najbardziej bliską prawdy. Wam zostawiam ocenę.
Inne
Oprócz barwy i uzbrojenia w samym wypisie pojawiają się tez ciekawe wypisy na temat innych elementów związanych z wyprawą, m. in. przygotowaniem wozów. Co ciekawe wiemy z wypisu, że specjalnie zamówiono do obszycia ich kolorowe sukno barwach: czerwonej (najwięcej), białej, zielonej, żółtej.
Jak widac mamy zapisane przy tym, że część z tego sukna była przeznaczona na herby. Czerwień na całośc wozów (stąd tak dużo), a pozostałe właśnie na herb. Powtórzmy je na głos: czerwień, biel, zieleń i żółty.
A teraz spójrzmy na herb obecny Lublina (mając na uwadze, ze od XVI wieku jest nim właśnie koziołek wsparty na krzewie winorośli):

Ale może to zestawienie kolorów to przypadek :)
Oprócz tego mamy multum innych zapisów: jak ugoszczono rotmistrza, ile zapłacono za budowe wozów, za szycie worków, jak przygotowano jedzenie na wyprawę (przykładowo Lublin w porównaniu do Nowego Sącza dał swoim chłopakom oprócz mięsa także suszone ryby!). Nawet jest wypisane ile zapłacono za igły i nici do szycia worków lnianych.
Ale najważniejszy jest fragment dotyczący krawców szyjących barwe:

Aż zacytuję w całości: "Kiedy Panowie krawcy barwe znosili dla nich na pół garnca wina daliśmy". Garniec w miarach staropolskich przyjmuje się za 3,77 litra. Zatem pół garnca to 1,8 litra. Zaokrąglijmy to do dwóch litrów wina (a jak!) i prosiłbym, aby zostało to w pamięci dla wszystkich zamowników moich jak i innych krawców przy oddawaniu zleceń.
Czego sobie i Wam życze ;)
--

































Komentarze